animal-life

Szekspirowska tragedia motywacji na bazie białych niedźwiedzi.

Współczesna neuronauka dzięki instrumentom obrazującym pracę mózgu falsyfikuje pseudonaukowe teorie „programowania neurolingwistycznego”*. Niezwykle rozpowszechnione wśród zwolenników NLP jest przekonanie, iż ludzki mózg nie potrafi przekształcać (cokolwiek miałoby to znaczyć) partykuły „nie” lub – jak powiadają – „nie widzi” jej, a zatem nie potrafi odczytać i reagować na zaprzeczenia. W konsekwencji apel w rodzaju „nie myśl o tym” sprawia, że właśnie o „tym” przestać myśleć nie potrafimy. Wypowiadającym „prawdę” o braku kwalifikacji naszych mózgów do odczytania „nie”, nie przychodzi przy tym do głowy, że w przypadku jej słuszności byłaby ona niemożliwa do wyobrażenia i sformułowania.

Starszy brat Lwa Tołstoja nie uczestniczył w nlp-owskich kongresach motywacyjnych, miał za to zwyczaj, jak to się pierworodnym osobnikom zdarza, wykorzystywać przewagę wzrostu. Kazał wtedy „juniorowi” stać w kącie, aż nie przestanie myśleć o … białych niedźwiedziach. W ten sposób, jak się domyślamy, u zbiegu dwóch ścian arystokratycznego salonu, wywołał w przyszłym tytanie rosyjskiej prozy obsesyjną fascynację tym właśnie zwierzęciem. Anegdotą ową** zainteresował się Daniel Wegner, przyszły wykładowca psychologii na Harvard University, dzięki czemu białe niedźwiedzie weszły na stałe do menażerii dwudziestowiecznej psychologii obok szczurów, małp i gołębi. Próbując wyjaśnić dlaczego nie potrafimy kontrolować własnych myśli dręczył Wegner wyobrażeniem polarnego misia setki swoich studentów, dochodząc wraz z nimi do wniosku, że taki sam problem dotyczy właściwe każdego „zakazanego” przedmiotu. W istocie ukazuje nawet coś więcej – klęskę motywacji ukierunkowanej na „nie chcę”, kiedy bywa przywoływana jako siła samokontroli wobec wytypowanych przez nas do porzucenia skłonności, pragnień i nawyków. Zjawisko to nazwał Wegner efektem odbicia. Odrzucamy jakąś myśl, a ona z impetem wraca z powrotem. Jak na nieortodoksyjnego naukowca przystało mnożył Wegner przykłady tego zjawiska. Widział je w silnym pożądaniu towarzyszącym zakazanej miłości (efekt Romea i Juli), w mniej romantycznym kontekście przywoływał zaś badania wskazujące, że większość mężczyzn deklarujących postawy homofobiczne ma szczególnie imponujący wzwód podczas oglądania dzieł pornograficznych z aktorami homoseksualnymi. W sferze innych gorących pożądań efekt ten sprawia, że mamy potężny apetyt na ciastko, bo … nie powinniśmy go zjeść.

Kurtyna w górę: Wegner dowiódł, że tłumienie myśli jest nieskuteczne, ponieważ mózg dekodując zakaz myślenia o czymś dzieli to polecenie na dwie części, którymi zawiadują dwa różne systemy neurologiczne. Pierwszy nazwany operatorem odpowiada za odwracanie uwagi od zakazanej myśli. Jest to proces samokontroli w naszym mózgu zużywający duże zasoby energii (glukoza). Druga instancja neurologiczna nazywana jest ostrzegaczem – jej zadanie polega na sprawdzeniu, czy myślimy, czujemy lub robimy to, czego nie chcemy. Ostrzegacz w odróżnieniu od operatora, który jest świadomie uruchamiany, pracuje automatycznie i okazuje się wyjątkowo niewymagający energetycznie. Jest przy tym związany z obszarem mózgu wykrywającym niebezpieczeństwa, stąd jego natrętne skłonności do histerycznych alarmów w rodzaju „myślisz chłopie o białym niedźwiedziu”, a faktycznie „BIAŁY NIEDZWIEDŹ, BIAŁY NIEDZWIEDŹ !!!”. Operator i ostrzegacz działają więc równolegle, chyba że … nasze zapasy energii dla operatora są niewystarczające, wówczas zmęczony zwrotnicowy odpuszcza, podczas gdy ostrzegacz robi swoje niestrudzenie skanując nasz umysł w pogoni za myślami o rzeczach, których nie chcemy. W konsekwencji – to iście neurologiczny paradoks – czujny ostrzegacz chcąc nas bronić przed pokusą staje się ośrodkiem prowokującym natrętne myśli. Prawdziwym winowajcą jest jednak jego rachityczny partner w opisywanym tandemie samokontroli, czyli niedoinwestowany energetycznie operator. „Jeszcze jednego pączka poproszę, bo jestem na diecie!” Paradoksalnie (raz jeszcze), wyjściem z sytuacji jest … akceptowanie natrętnej myśli bez działania pod jej dyktando (możliwe przy pewnych zabiegach medytacyjnych), a zatem NIEwalczenie za wszelką cenę z efektami pracy poczciwego skąd inąd ostrzegacza wpadającego w rolę kreatora łagodnej obsesji. Jednak to już inna historia…

dr Andrzej Szóstak

Exbis Eksperci Biznesmenom

*Warto zwrócić uwagę, jak to zrobiła Deena Weisberg z University of Pensylvania,, że konsumenci ciekawostek chętnie akceptują przedrostek … „neuro” jako dowód prawdziwości źródła informacji. Pierwsi siłę tego „markera zaufania” dostrzegli nlp-owcy. Obecnie jednak często korzystają z niego hochsztaplerzy lub ignoranci powołując się na rzekome odkrycia neuronauki!

**Anegdotyczna historia psychologii dysponuje w tym przypadku konkurencyjnym wariantem: osobą dręczącą w ten sposób swojego młodszego brata miał być Fiodor Dostojewski. Ta wersja wydaje się zresztą bardziej prawdopodobna ze względu na wspomnienia jakie pisarz pozostawił w jednym z opowiadań. Ja jednak wolę … Tołstoja. To upodobanie zdaję się podzielać z autorami wielu szacownych wprowadzeń do neurofizjologii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>